
Publikacja ostatniego postu wywołała nieznane mi dotąd poruszenie. Zostawiliście pod nim dużo wartościowych komentarzy, wysłaliście serdeczne maile i dzieliliście się swoimi historiami sprawiając, że przez moment poczułam się naprawdę mile połechtana, doceniona, a nawet… potrzebna.
A potem zaczęły przychodzić SMSy i wiadomości od moich znajomych.
Pani X stwierdziła że nieźle mnie powaliło i poparła to wieloma wykrzyknikami, Pana Y zdziwiła moja pamiętliwość, ale na wszelki wypadek postanowił mnie przeprosić, a Pani Z przeszła samą siebie pytając, czy mszczę się w ten sposób za komentarz, który zostawiła mi niegdyś pod zdjęciem Alexa.
Kochani, wyluzujcie! Jakie pisanie bzdur, jaka zemsta!? Czy wy na serio myślicie, że mój blog powstał z myślą o oczernianiu Was i wyrównywaniu rachunków?
Jeśli odnajdujesz tu podobieństwo do swojej osoby czy też sytuacji, która miała miejsce, jeśli wspomnę o czymś, co mi opowiedziałeś, lub nawet zacytuję Twoje słowa, to wciąż jeszcze nie oznacza, że wszystko co napisałam dotyczy właśnie Ciebie. Dopóki nie wskażę Cię palcem i nie wyzwę po imieniu, jesteś tu tylko jednym z wielu, który w ten, czy inny sposób wzbudził moje poruszenie i zmusił do podjęcia tematu. Jesteś statystą, inspiracją, punktem odniesienia.
A teraz pozwól, że opowiem Wam pewną historię.
Była sobie raz dziewczynka o bardzo poważnym i hardym spojrzeniu. Los od początku jej nie rozpieszczał, w swoim krótkim życiu przeżyła i widziała więcej, niż niejednemu dorosłemu nawet się nie przyśniło. Była świadkiem i ofiarą przemocy domowej, doświadczyła rozbicia rodziny i rozwodu rodziców, przeżyła śmierć mamy. Dorastała w środowisku patologii i braku zasad moralnych, bez kobiecego wzorca, z którego mogłaby czerpać przykład. Jako nastolatka cięła się, piła i korzystała z używek, była wulgarna i agresywna, żyła na krawędzi ryzyka i często pakowała się w tarapaty.
Ta sama dziewczynka była też niepoprawną romantyczką. Przeczytała tysiące książek o miłości wierząc, że to magiczne uczucie stanie się niegdyś i jej udziałem. Marzyła o domu z ogródkiem, czułym mężu i dwójce rozkosznych maluchów, najlepiej parce. Oprócz czytania i marzeń, ukojenie przynosiły jej również sport, obcowanie z przyrodą i spisywanie własnych uczuć. Wakacje, które spędzała u babci na wsi, do dziś jawią się jej jednym z najlepszych okresów dzieciństwa. Siadywała wówczas na rozgrzanym od słońca kamieniu i mocząc stopy w lodowatym, górskim potoku, zaczytywała się w rozmaitych lekturach lub zatapiała w myślach. Gdzieś w oddali szczekały psy, na kwiatach bzyczały pszczoły, dzięcioł wstukiwał się w pusty pień sosny, a wypełniający jej płuca wilgotny zapach lata napawał szczęściem.
I tak sobie żyła, targana sprzecznościami, raz płynąc z prądem, raz stawiając mu opór. Spora część osób postawiła już na niej krzyżyk, wróżąc karierę uliczną, więzienie lub rynsztoku. Wszak niedaleko pada jabłko od jabłoni, mówili, proces demoralizacji przeszył ją aż do szpiku kości.
Na szczęście dla niej, spotkała też na swej drodze dorosłych, widzących w niej więcej, niż ludzkie uprzedzenia. Wspaniałych pedagogów, mądrych trenerów i rodziców przyjaciół, którzy nigdy nie uraczyli jej tekstem „nie przychodź tu więcej, nie chcę by moje dziecko zadawało się z kimś takim”. Oni wiedzieli, z czym zmaga się na co dzień, znali jej troski, zwalczali obawy. Wycierali łzy smutku ronione nad własnym losem i tarzali ze śmiechu, gdy uparcie twierdziła, że jest spaczona. Rozdmuchali w niej iskrę poczucia własnej wartości, która do dziś wzmaga się i przygasa, ale nie jest już iskrą, a tlącym płomieniem.
W końcu dziewczynka stała się kobietą. Spotkała mężczyznę, który pokochał ją z całym inwentarzem jej dziwactw i wątpliwości, a potem pojął za żonę i uczynił matką swoich dzieci. Urodził im się chłopiec, później dziewczynka, wybudowali dom z dużym ogródkiem, do którego już za parę lat będą mogli się wprowadzić…
Spełniły się jej marzenia.
(w tym momencie historia powinna się zakończyć. Jest happy end, jest głębsze przesłanie, można by nawet pokusić się o morał. Ale życie to nie jest opowiadanie, a historia tej dziewczynki jeszcze się nie skończyła.)
Jednak od kiedy dziewczynka stała się matką, każdego dnia musi mierzyć się z sobą na nową. Każdego dnia, ktoś nieproszony i niepytany, narzuca jej swoje poglądy i rację, wytyka błędy, nagina fakty oaz podkopuje wiarę w to, że to co robi i czuje ma sens. Podważa jej autorytety, podcina skrzydła, szkodzi, zamiast pomagać. Budzi jej własne demony.
Demony dziewczynki są bardzo specyficzne, w perfidny sposób podszeptują jej, że nie nadaje się na żonę ani matkę. Szydzą, pytając po co jej była ta cała zabawa w rodzinę, wieszczą powielenie błędów swoich rodziców i skrzywdzenie tych, których kocha. „Jesteś psychiczna… jesteś spaczona… nie masz zasad moralnych… jakie wzorce chcesz im przekazać?… zniszczysz im życie… powinnaś być sama… robisz im krzywdę!”
Ta dziewczynka, to ja.
Każdego dnia patrzę na uśmiechnięte twarze moich dzieci, czuję ich rączki, obejmujące moją szyję, słyszę spokojny oddech i bicie serduszek, gdy zasypiają bezpiecznie w moich ramionach. Każdego dnia jestem oparciem dla swojego mężczyzny, którego mimo iż jestem tak niedoskonała, uszczęśliwiam od lat, jak nikt inny. Czyż nie jestem właściwą osobą na właściwym miejscu? Czy to źle, gdy uważam, że tylko oni mają prawo osądzić mnie i rozliczać?
Tak właśnie myślałam.
Dlatego, zanim kolejny raz urościsz sobie prawo, by w imię błędnie rozumianej szczerości i troski, wcisnąć komuś swoje złote rady lub głośno skrytykować wybory, zastanów się, czy ta osoba faktycznie ich potrzebuje. Upewnij się również, czy aby na pewno słusznie oceniasz sytuację i czy przesiałeś to co chcesz powiedzieć przez „trzy sita Sokratesa”.
Któregoś dnia zjawił się u filozofa Sokratesa jakiś człowiek i Chciał się z nim podzielić pewną wiadomością.
– Posłuchaj, Sokratesie, koniecznie muszę Ci powiedzieć, jak się zachował Twój przyjaciel.
– Od razu Ci przerwę powiedział Sokrates – i zapytam, czy pomyślałeś o tym, żeby przesiać to, co masz mi dopowiedzenia przez trzy sita?A ponieważ rozmówca spojrzał na niego nic nierozumiejącym wzrokiem, Sokrates tak to objaśnił:
– Otóż, zanim zaczniemy mówić, zawsze powinniśmy przesiać to, co chcemy powiedzieć, przez trzy sita.
Przypatrzmy się temu!
Pierwsze sito to sito prawdy. Czy sprawdziłeś czy to co mas mi dopowiedzenia, jest doskonale zgodne z prawdą?
– Nie, słyszałem, jak o tym mówiono, i…
– No cóż… Sądzę jednak, że przynajmniej przesiałeś to przez drugie sito, którym jest sito dobra. Czy to, co tak bardzo mi chcesz powiedzieć, jest przynajmniej jakąś dobrą rzeczą?
Rozmówca Sokratesa zawahał się, a potem odpowiedział:
– Nie, niestety, to nie jest nic dobrego, wręcz przeciwnie…
– Hm! – westchną filozof. – Pomimo to przypatrzmy się temu situ. Czy to co pragniesz mi powiedzieć, jest przynajmniej pożyteczne?
– Pożyteczne? Raczej nie…
– W takim razie nie mówmy o tym wcale! – Powiedział Sokrates. – Jeżeli to, co pragniesz wyjawić, nie jest ani prawdziwe, ani dobre, ani pożyteczne, wolę nic o tym nie wiedzieć. A i tobie radzę, żebyś o tym zapomniał…
Za każdym z nas stoi historia i doświadczenia, które ukształtowała z nas ludzi, jakimi jesteśmy obecnie. Każdy z nas ma swoje mniejsze i większe demony, z którymi zmuszony jest zmagać się na co dzień. Ja jestem silna i potrafię się zdystansować, znam swoją wartość i mam wokół siebie ludzi, na których mogę się wesprzeć w chwilach zwątpienia. Mam też swoją odskocznię, jaką jest prowadzenie tego bloga, a posty pisane pod wpływem chwilowych emocji przynoszą spokój i ukojenie. Wyżywam się „artystycznie”, a nie na sobie, mężu lub dzieciach.
Niestety, nie wszyscy rodzice znajdują w sobie tyle siły i odwagi, by wychowywać swoje dzieci zgodnie z tym, co podpowiada im intuicja i serce. Niektórzy nie mieli w życiu tyle szczęścia i tak długo zmuszeni byli walczyć o siebie i swoje racje w pojedynkę, że w końcu się poddali. Dzieci tych rodziców bywają zagubione lub nieszczęśliwe i dorastają w mylnym przeświadczeniu o tym, że są kimś gorszym od innych.
A historia lubi zataczać kręgi.
Nasze słowa mają potężną moc i nigdy nie wiadomo na jaki grunt trafią. Nigdy nie wiesz, czy jednym głupim i nieprzemyślanym zdaniem, nie uderzysz akurat w ten najczulszy z możliwych punktów, pod którego naciskiem czyjś świat się zawali…
Nie tłumaczmy głupoty i chamstwa szczerością, nie poprawiajmy sobie samopoczucia cudzym kosztem i nauczmy się mówić „przepraszam”. Pamiętajmy, że oprócz prawa do wolności słowa, mamy też obowiązek szanowania cudzych poglądów, wyborów i uczuć. Sięgajmy wzrokiem dalej, niż czubek własnego nosa. Grajmy w jednej drużynie, nie bądźmy oprawcami.